18 marca 2013

Trzydzieści.

 Niall.

  Eh, musieliśmy lecieć do Warszawy. Samolot był "uszkodzony" jak mnie poinformowała stewardessa. Jestem właśnie w Mc'donald's i jem, no tak a co innego mogę robić... *śmiech i westchnienie*. Cały czas jakieś fanki podchodzą i proszą o autografy, heh odzwyczaiłem się. 

 Sa.
 - Kto?! - krzyknęłam.
- Niall! Chodź! - chwyciła mnie za nadgarstek i wyciągnęła z przymierzalni. Moja adrenalina podniosła się do granic możliwości a  oczy wypełniły łzami. Czy to możliwe? 

  Rozglądałam się wszędzie gdy wreszcie zauważyłam minę Oli. Czy ona ma łzy w oczach? Podążyłam za jej wzrokiem i wiecie co widziałam? Całującego się Nialla z jakąś dziewczyną!
  Jak on mógł?! Przecież... 
  

 Wkurzona a raczej wkurwiona wybiegłam z centrum. Usłyszałam za sobą tylko krzyki Łukasza, że mam się zatrzymać. Po moim trupie. Biegłam przed siebie aż wreszcie wybiegłam z parku wtedy się zatrzymałam. Na ulicy, bardzo ruchliwej ulicy. I stanęłam, aż poczułam gdy ktoś mnie chwyta w talii i zwala z nóg powodując tym, że znalazłam się kawałek od ulicy. Wiecie kto to był? Łukasz. A wiecie co jest najdziwniejsze? Że go pocałowałam. 

- Co jest? - zapytał się mnie wreszcie zdyszany chłopak. 
- Niall, on mnie zdradził. Koniec z tym. - wygrzebałam ze łzami w oczach i ze złością  mały prostokątny papierek z jego adresem. Chwyciłam z kieszeni zapalniczkę i go spaliłam. Nie mam zamiaru być mu wierna skoro on tuż po tym gdy zostaliśmy rozdzieleni, zabawia się z inną. O nie. Czekałam aż ostatnia iskierka zgaśnie i przeniosłam oczy na przyglądającemu się Łukaszowi. 
- Sa coś Ci jest? - zapytał. 
- Po prostu zasmakowałam "wolności" nie muszę już się martwić o to czy spotkam jeszcze "go" czy nie. Nawet nie wiesz jakie to dziwne uczucie. - odpowiedziałam cicho. 
- Czyli, że Ty już nie jesteś małą zagubioną Sarą która zawsze dobrze się uczyła, była posłuszna rodzicom, rzadko przeklinała i ubierała się stosownie? - zapytał. 
- Kurwa zdecydowanie nie. - powiedziałam i znów go pocałowałam. 
 Po chwili dostałam sms: "Gdzie do cholery jesteście?! Martwie sie! Odpisz!- Ola" .
- O martwią się - zaśmiał się Łukasz.
- Tak co odpisać? - zapytałam. 
- Niech czekają w parku, a i za 15 min mamy pociąg. - zgasił wyświetlacz.
- Dobrze, zdążymy. - zaśmiałam się. 
Wracaliśmy chwiejnym krokiem. W parku pożegnaliśmy sie z Olą oraz Patrykiem i skierowaliśmy się na pociąg. W domu u dziadków wykąpałam się i poszłam spać. 

Następny dzień. 

Wstałam rano i od razu skierowałam się do łazienki. Tam przeczesałam palcami moje półdługie kręcone włosy i umyłam twarz oraz wyszczotkowałam zęby. Wyszłam z pomieszczenia kierując się do szafy. Moje nowe ubrania tak jak je kupiłam w torbach, wcisnęłam do mebla. Wyciągałam je powoli myśląc co mogłabym ubrać. W końcu znalazłam komplet idealny, składał się on z: ciemnych spodni jeansowych "rurek", niebieskiej zwiewnej koszuli, czarnych conversów w białe gwiazdki i katany z kapturem. [LINK] 
 *około południa* 
- Łukasz przestań! Prze-stań!- krzyczałam ile sił w głosie. 
- To oddaj tego pilota! - śmiał się. 
 Nie łapiecie co robię? Jestem u Łukasza w domu który mnie gilgocze ponieważ leci jakiś mecz a ja mam pilota, męczymy się tak już z 10 min. 
- Dobra to idźmy na kompromis! - wykrzykną i przestał.
- Jaki?- wycierałam łzy spływające po mym policzku. 
- Pobawię się w profesjonalnego fotografa co? - podniósł brwi i pokazał szereg białych ząbków. 
- No dobra ale czego będziesz robił zdjęcia? - zapytałam z ironią w głosie. 
- No przecież będziesz moją modelką czyż nie? - zaczął znów łaskotać. 
- No dobra, dobra. - wysapałam
- No to co, chodźmy do piwnicy - powiedział
- Ale ja muszę iść po jakieś inne ubrania. Wiesz to mus być profesjonalna sesja - zaśmiałam się. 
- No to ok, jak przyjdziesz to zejdź do piwnicy. - powiedział tajemniczo, wypięłam mu język i zniknęłam z jego pola widzenia. 
Po przyjściu.
- Jestem! - krzyknęłam.
- Dobra chodź! 
  Zeszłam do ciemnej piwnicy w której znajdowało się jego studio. Na prawdę miał tam swoje własne studio, jak profesjonalista. 
 Po paru zdjęciach postanowił na coś innego. Gdy skończyliśmy zgrał wszystkie zdjęcia na laptopa i je oglądaliśmy tutaj kilka: 

 Lecz mi i tak spodobało się tylko jedno:
Po spędzonym wspaniale dniu ok godziny 23:00 poszłam do domu.
Umyłam się i poszłam spać. 
-----------------
Cześć : )
Chciałam was poinformować, że:
1) To jest przełomowy rozdział 30 : ) 
2) Wygląd bloga się jeszcze zmieni.
3) To jeden z ostatnich rozdziałów.
4) DZIĘKUJĘ WAM ZA TE 8 KOMENTARZY! *.* 
5) DZIĘKUJĘ ZA 6, 768 WYŚWIETLEŃ! *.* 

CZYTASZ? KOMENTUJ! :3 


16 marca 2013

Dwadzieścia dziewięć.

  Na rehabilitacji było za nudno, jeśli tak dalej pójdzie to nie wytrzymam. Normalnie jutro nie ide mam na to wylane... Ale wracając do rzeczywistości, Olka nawijała cały czas z Łukaszem*, a ja nie miałam najmniejszego zamiaru tego słuchać. Temat? Jej chłopak. Oczywiście musieliśmy jeszcze po niego iść, ponieważ wcale nie wie, że Ola przyjechała do niego. 
 Dlaczego tak to musi być, że rozdzielono mnie i Nialla a nie jakąś inną parę? Oczywiście nikomu tego nie życzę ale... to boli, tak bardzo boli... Codziennie rozmyślam nad tym czy mogłoby się to inaczej potoczyć, czy wtedy gdybym zeszła na dół, zmieniłoby to coś? Gdybym wtedy nie była w tym pokoju, zmieniłoby to coś? Gdybym pojechała z powrotem do Polski, zmieniłoby to coś? Gdybym się nie pokłóciła wtedy z Li, zmieniłoby to coś? Tysiące pytań, a jedna z resztą bezsensowna odpowiedź; nie wiem. To boli jeszcze gorzej z dnia na dzień. Gdy słońce wschodzi, mam nadzieję, że ten dzień będzie inny, gdy zachodzi, tracę ją. Nie wiem dlaczego ale mam takie wrażenie, że wszyscy próbują wybić mi go z głowy, nie uda im się to. Już tylko te pare dni i znów poczuję zapach jego perfum. Znów poczuję równomierne bicie jego serca, znów poczuję, że mam cały mój świat koło siebie. 
 Właśnie dochodzimy do nowej części Warszawy. Tuż za rogiem mieszka Patryk*. 
- ... no i właśnie tak to było, słuchacie mnie?! - wykrzyknęła moja koleżanka na całą ulice więc każdy przechodzień się na nas spojrzał.
- Mogłabyś się nie drzeć? - zapytałam a ta założyła ręce na klatkę piersiową i skwasiła minę. 
- Oh, przepraszam. - przytuliłam ją. 
- Eh, nic się nie stało... a w sumie stało! - i znów zaczęła trajkotać. Ja nie wiem jej rodzice z nią wytrzymywali. 
- Ej, czasem nie tutaj mieszka ten Twój "men" ? - wy gestykulowałam w powietrzu kocie łapki. 
- A no tak - puknęła się w czoło.
- Fajnie to ja wiem gdzie on mieszka a ty nie.... - powiedziałam z lekkim rozbawieniem. 
- No nie przesadzaj.  - umilkłam, właśnie wchodziłyśmy do klatki gdy usłyszeliśmy głośne... stękania? 
- Emm.... co to? - zapytał się Łukasz. 
- Nie wiem, dochodzi z drzwi mojego chłopaka! - powiedziała roztrzęsiona. Gdy weszliśmy do mieszkania, stęki ucichły. 
- Patryk? - zapytała Aleksandra. Z pokoju na w prost wydobył się głośny huk. - PATRYK?! - krzyknęła. Wpadła do zielonkawego pomieszczenia dosłownie jak burza. Taka z piorunami, trafiającymi we wszystko. 
- Patryk przestań. - dopiero teraz uświadomiłam, że dziewczyna się śmieje. Nie wchodząc razem z Łukaszem czekaliśmy na nich w przedpokoju. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo. 
- Em, to my poczekamy na dole! - krzyknęłam i złapałam chłopaka za nadgarstek. 
 - O patrz! - wskazał nie wiadomo co.
- Co? - zapytałam i podeszłam do niego by sprawdzić co pokazuje. Gdy tylko podeszłam na dosyć bliską odległość, złapał mnie w tali i zaczął okręcać wokół własnej osi. Przysięgam, jeszcze sekunda i zwymiotuję. 
- Dość, dość, dość! - krzyknęłam. 
- Oj, nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłem mała. - pocałował mnie w czoło. 
- A wiesz co?
- Co? - zdziwił się.
- Ja za Tobą nie- odeszłam od niego chwiejnym krokiem. Gdy się odwróciłam miał minę mniej więcej taką:
- Żartowałam! - pobiegłam do niego i przytuliłam najmocniej jak potrafiłam.  
 Zaraz po tym na dół zeszli zakochańce, zapoznałam się z Patrykiem i ruszyliśmy żwawym krokiem do centrum. Tam oczywiście nie mogłam się powstrzymać. Chłopaki nosili nasze nowo zakupione ubrania ( a było ich na prawdę duuuuuuużo). Poszliśmy do McDonald's, chłopaki wzięli sobie kubełek a my zestaw Happy Meal. 
- No to jak koniec już?! - zapytał wreszcie Patryk. 
- To dopiero początek - zaśmiałyśmy się.
- Patrz! - wskazała Ola na wywieszoną wieeelką kartkę z napisem:


 - Musimy tam iść! - pociągnęła mnie za rękę. 
5min później.
- No to jak? Podoba Ci się jakaś bluzka?! - zaczęła się niecierpliwić Ola. 
- No hm... ta z tym czymś... - pokazałam na granatową bluzkę z czerwonym sercem.
- To coś to jest serce. - powiedziała ironicznie już wkurzona dziewczyna. 
- Ta.. ide przymierzyć. - puściłam jej oczko a ta tylko wypięła mi język. 
   W przymierzalni wcale nie przymierzałam jej tylko stanęłam przed lustrem. Patrzyłam na siebie gdy do pomieszczenia wpadła zdyszana Olka.
- Co jest?
- On jest tutaj! - krzyknęła.
----------------------------------
Jeeeeeeeeeeej :D 
Napisałam! Hah, połowę miałam już wczoraj ale ok... 
Mam żałobę ;C Glonojad mi zdechł :( 

CZYTASZ? KOMENTUJ! :3