11 lutego 2013

Osiemnaście

*Dokończenie dnia.*
 [...]
Nagle usłyszałam donośny dźwięk naciskanego spustu. Ci faceci co nas trzymali mieli jeszcze jedne pistolety i z nich zaczęli strzelać w policjantów. Próbowałam dosięgnąć Sam lecz nie udało mi się. Kostka paliła bardzo. Ten co mnie trzymał szedł tyłem mając ciągle uniesiony pistolet w górze. Długo tak szliśmy aż wreszcie zorientowałam się, że przy mnie nie ma Sam. Szukałam jej nerwowo wzrokiem lecz nigdzie moje oczy nie mogły jej znaleźć. Gdy byliśmy już może ze 100 m od mundurowych wziął mnie na ręce i zaczęliśmy biec. Dotarliśmy do wielkiego czarnego samochodu terenowego "Jeep" i zaczęłam płakać i łkać by mnie zostawił.  Ten jednak się nie przejął i posadził moje ciało na przednim fotelu a sam usiadł za kierownicą, odjechaliśmy z piskiem. Jadąc koło domu zauważyłam, że jacyś goście niosą zwłoki tej dziewczynki co mi "pomogła", zrobiło mi się bardzo smutno i zimno. 
- Stój - nakazałam tamtemu. - Stój jestem chora! Zwymiotuje Ci na chodniki! - od razu się zatrzymał przeklną pod nosem i pomógł skierować mi się do pobliskiego Toi Toi'a. Jak mówiłam- zwymiotowałam. Wyniki od lekarza. Nikt pewnie ich nie odebrał. Telefon, gdzie on jest?! Zaczęłam szperać po kieszeniach. Nigdzie go nie było, zgubiłam go. Moja ostatnia nadzieja. Zagubiona. 
- Te laska wyłazisz już?! - wrzasnął mój porywacz po drugiej stronie. 
- Zaraz. -  powiedziałam obojętnie. Wyprostowałam się poprawiłam włosy i wyszłam na świeże powietrze. 
- Jedziemy do miasta. - powiedział szorstko lecz i miło.
- Hę? - zdziwiłam się - chcesz żeby ludzie tak mnie zobaczyli?! No chyba Cie pogięło to chyba oczywiste, że zaraz się skapnął, że coś jest nie tak! Przecież dziewczyna umorusana z krwią na twarzy (krew jest Sam, roztrysła przy postrzeleniu)  mająca przestrzeloną kostkę i podarte ubrania - mówiłam tak szybko, że musiałam złapać oddech - to jest normalne z Twoim zdaniem?! - krzyknęłam a tamten się zmieszał. 
- No przecież, że nie - powiedział rozglądając się - wsiadaj znam miejsce gdzie wszystko załatwimy za pierwszym razem. Jak kazał tak zrobiłam. Ciągle płacząc z bólu myślałam nad planem. 

*30 min jechania*

Wreszcie podjechaliśmy pod jakąś willę z wybitymi oknami i otwartymi drzwiami na oścież. Podjechaliśmy bliżej i kazał mi wyjść. W ciszy kulałam za nim aż do przestronnej zdemolowanej sypialni z 4 parami drzwi. 
- Tam jest garderoba - powiedział siadając na wielkie łóżko. 
- A kostka? - załkałam. 
- Poczekaj, idź się ubrać idę czegoś poszukać. - powiedział przewracając oczami. 
- Dziękuję - odpowiedziałam cicho. 
- Dziękujesz? - zdziwił się stojąc w drzwiach. 
- Tak, pomimo tego, że mnie porwałeś i prawdopodobnie postrzeliłeś - wzięłam głęboki oddech i wypuściłam powietrze ze świstem - dziękuję Ci za to, że próbujesz mi pomóc z tą nogą. - dokończyłam. 
- Ja - zamyślił się - proszę - i już go nie było w drzwiach. 
   Podeszłam do 1 drzwi- łazienka, 2- męska garderoba, 3- nie chciały się otworzyć aż wreszcie 4 okazała się tą poszukiwaną. Wchodząc zatopiłam się we futrach i różnego rodzaju innych rzeczach. Szłam jeszcze chwilę aż doszłam do końca gdzie się okazało były jakieś normalne ubrania. Wybrałam normalny komplet lecz zamiast wysokich zimowych ciepłych szpilek na 20 cm obcasie wybrałam białe Conversy. Tak wolę marznąć niż się zabić na tych szpilach. Chociaż jest jeden problem, a mianowicie taki, że i tak przyda mi się jeden trampek. Wzięłam również ciepłą kurtkę która mi to chyba zrekompensuje i jedną ciepłą kolorową skarpetę na tę nogę gdzie nie będę mieć buta. Pożyczyłam też torbę na ramię. Chwila przeciskania się przez futra i znów widziałam  zdemolowaną sypialnię. Podreptałam do łazienki a w między czasie ten wielki koleś przyszedł i gestem ręki pokazał bym do niego podeszła. Jak chciał tak zrobiłam. Ściągnęłam spodnie żeby miał lepszy zasięg by oczyścić ranę wodą utlenioną, tamten gwałtownie poczerwieniał zresztą jak i ja. 
- Ała - syknęłam gdy lał tą oczyszczoną wodą czerniejącą już dziurkę u mojej lewej nogi. jeszcze tylko wytarł - jak zauważyłam - delikatnie ranę gazą i zawinął w bandaż. 
- Ale Ty nie wyciągasz tej kulki? - zdziwiłam się. 
- Już ją wyjąłem wyjąłem - powiedział z triumfem  przewracając czarną małą kuleczką w ręce. 
- Jeszcze raz Ci dziękuję a teraz pozwól, że pójdę do łazienki i się ubiorę i umyję. - uśmiechnęłam się blado. 
- Ale ja myślałem, że ty - zamyślił się - dobrze idź poczekam. 
     W łazience było cieplej niż w pokoju. Zaczęłam zdesperowana szukać jakiegoś telefonu czy broni. Znalazłam niestety rozładowany sprzęt telefoniczny ale i ostry nóż. Po ubraniu się i stwierdzeniu, że ciuchy są dla mnie o jeden rozmiar za duże schowałam nóż w sekretnej kieszonce w kurtce. Spojrzałam w lustro wyglądałam koszmarnie. Włosy lepiące się od brudu i krwi, policzki całe czarne od tuszu a oczy spuchnięte do rozmiarów przekraczających normę. 
- Już?! - krzyknął facet. 
- Musze włosy umyć! - odkrzyknęłam na co tylko usłyszałam potok przekleństw. Umyłam i wysuszyłam już długie kręcone włosy zmyłam zeschnięty tusz z moich polików i umalowałam się na nowo. Na sam koniec ubrałam na jedną nogę Conversa a na drugą jak się spodziewałam dwie grube skarpety. Wyszłam z łazienki trzymając kurtkę w której była moja jedyna szansa. 
- Zostajemy tu na noc - i w tym właśnie momencie serce na chwilę przestało mi bić. Wolałam siedzieć w ciemnej piwnicy związana niż spać pod jednym dachem z tym nieobliczalnym człowiekiem. 
- Jest tu jeszcze jakiś pokój? - zapytałam pośpiesznie.
- Poczekaj - odebrał telefon  - tak, dobrze. - i schował urządzenie do kieszeni. - weszło kilka innych facetów.
- Rozbieraj się - powiedział jeden. 
- Ale po co?! - krzyknęłam a w moich oczach zebrały się już słone łzy. 
- Ponoć masz jakiś nadajnik - powiedział spokojniej - musisz ściągnąć tylko majtki i stanik nic więcej - uśmiechną sie porozumiewawczo. 
- NIE! - wrzasną ten co był ze mną od początku. Był najmniejszy z nich wszystkich. - Mam ja dowieść do szefa jeszcze dzisiaj dzwonił do mnie! - krzyknął. 
- Zaraz zobaczymy czy to prawda - powiedział inny. Wyciągnął telefon, najwyraźniej szukał numeru. - Halo? Czy to prawda, że - no i tam mówił potem odpowiadał seriami " Ehe, aha, oczywiście, tak, dobrze". I po zakończonej rozmowie powiedział na ucho coś innemu.
 - Dobra tym razem Ci sie upiekło. Wyjdźcie. - powiedział a raczej nakazał inny "goryl". 
- Chodź - powiedział ten co mnie tu przywiózł. Przy przeciskaniu sie pare razy ktoś złapał mnie za tyłek na co zaczęły mi lecieć łzy z oczu. - nie płacz chodź. - nakazał. 

* Perspektywa Perrie*
  
     Jechałyśmy odebrać wyniki Sa. Jestem ciekawa co jej jest. Oprócz mnie i Karen wie o nich sama jedyna Sa. To przykre, że tak postąpiła lecz na jej miejscu zrobiłabym identycznie. Pan doktor przekazał nam bardzo złą wiadomość a mianowicie, Sa ma tasiemca złośliwego*. To znaczy, że wymiotuje nawet jeśli nic nie zje. Załamanie. Przecież ona umrze, jeśli czegoś nie zje to coś zje jej narządy wewnętrzne! Boże, dlaczego ona?! Jadąc do domu nie rozmawiałyśmy a gdy już podjechałyśmy pod garaż poszłam od razu   do swojego samochodu (bo przyjechałam tutaj swoim lecz do lekarza  jechałyśmy Karen) i skierowałam się do naszego mieszkania w centrum Londynu. Droga zajęła mi ok 20 min. Tak nie było korków. Gdy weszłam do domu zastałam Zayna stojącego przy oknie:
- Nadal jej nie znaleźli. - powiedział spokojnym lecz załamującym się głosem. 
- Zayn kochanie - podeszłam do niego - wszystko będzie dobrze - przytuliłam go do siebie. 
- Sam jest już w szpitalu lecz Sa nie mogą zaleźć. Jeśli nie znajdą jej do jutra to już jej nigdy nie znajdą. - powiedział smutno.  
- No właśnie, jeszcze jeden dzień - powiedziałam z nadzieją. Podeszłam do wieży stereo i włożyłam płytę trafiło na piosenkę Christiny Perri - A Thousand Years zaczęłam śpiewać:

Heart beats fast - Serce bije szybko
Colors and promises- Kolory i obietnice 
How to be brave - Jak być dzielnym? 
How can I love you when I'm afraid to fall - Jak mogę kochać kiedy boję się upadku 
But watching you stand alone - Ale patrząc na ciebie stojącego  samotnie 
Suddenly goes away somehow -  nagle jakoś znika. [...]

Po tej piosence każde z nas poszło do łazienek a potem spać czekając na nadchodzący pechowy dzień. 

------------------------------------------------------------
Siem siem xD 
Jak tam się podoba? Bo wiecie mi się wydaje, że nudny jak flaki z olejem. A wy jak sądzicie? ;) 

* Tasiemiec złośliwy- nie wiem dokładnie czy coś takiego istnieje lecz przyznaję się, sama wymyśliłam objawy. :) 

+ Możecie zadawać mi pytania na Ask'u http://ask.fm/czerepina :) / Olaa :* 




Siedemnaście

* perspektywa Nialla* 

- Niall to nie jest Twoja wina - pocieszała mnie Karen - tylko tego palanta! - wstała, zacisnęła ręce w pięści i spojrzała groźnie na Paula. 
- O nie wypraszam sobie! - odpowiedział na to facet. 
- Kurwa o czym ty teraz mówisz!? - krzyknął Lou - Dwie dziewczyny mają przez ciebie jutro umrzeć a ty jesteś wściekły o zwykłego " palanta"?! Zastanów się człowieku! - "powiedział". 
- Dobrze skończyli już panowie? - zapytał zdezorientowany policjant.
- Tak. - odpowiedział stanowczo Lou i Paul równocześnie na co zmierzyli się wzrokiem. 
- Pan Paul Higgins? Raczej tak. - powiedział facet po 40-sce - Zapraszam pana na przesłuchanie - powiedział i zakuł go w kajdanki po czym wyszli z domu. 
- Niall dziecko - odezwała się wreszcie mama Sam - dobrze się czujesz? Jesteś blady, poczekaj przyniosę Ci wody. 
- Wszystko dobrze pójdę się położyć przejdzie mi - odpowiedziałem i poszedłem na górę. O dziwo Li poszedł za mną. Lecz ja już nie miałem siły do niego mówić. Otworzyłem drzwi i jak tylko wszedłem zakluczyłem za sobą. Rzuciłem się na łóżko i poczułem jak coś mokrego spływa mi po policzku. Wtem poczułem jakiś zapach bardzo znajomy zapach. Zapach Sa. Wtuliłem się w jej poduszkę i zasnąłem czując jakby leżała właśnie koło mnie. Tak bardzo za nią tęskniłem. 

* Perspektywa Sa * 

     Obudziły mnie kłótnie. Otworzyłam lekko jedną powiekę a za nią poszła druga. Drzwi od piwnicy były lekko uchylone a w domu usłyszeć można było jak już mówiłam kłótnie. Lecz się oddalały aż wreszcie nic nie słyszałam. Na buzi już nie miałam chustki, za co byłam wdzięczna bo bardzo śmierdziała. Spojrzałam na śpiącą Samantę która jeszcze spała. 
- Sam - zaczęłam ją szturchać - wstawaj Sam! - wciąż mówiłam przyciszonym głosem. 
- Co jest? - mruknęła lecz potem usiadła się jak naciągnięta struna. 
- Ciszej - skarciłam ją - dasz rade wyciągnąć mój telefon z kieszeni? - spytałam na co ta tylko skinęła głową i już sięgała do mojej kieszeni po urządzenie. 
- Wyślij sms'a do Nialla! - powiedziała Sam - Do Nialla on nam tylko może pomóc. - dopowiedziała. Ale ja miałam całkiem inny plan wysłałam sms do Lou: " Zostawili otwartą piwnicę. Lou podejrzewam, że jesteśmy gdzieś na północy od miasta! Błagam pomóż! " po tym dostałam potwierdzenie, że wysłano. Na wyświetlaczu pojawił się komunikat " Pozostało 15% baterii. Podłącz ładowarkę. "  Pokazałam to Sam na co jej zwilżyły się oczy. Poczułam wibracje- odpowiedź od Lou - pomyślałam. Nie myliłam się w odpowiedzi pisało: "Sa opisz jak najwięcej szczegółów. Gdy będziecie zmieniać miejsce- napisz. Jesteśmy na dobrej drodze. Niestety mamy dla Ciebie złą wiadomość lecz nie czas ani miejsce na to. Lou " ciekawe o co mu chodzi. 
- Sam spróbujmy wstać - powiedziałam. 
- Ale po co przecież tam może ktoś być! - odpowiedziała piskliwie dziewczyna. 
- Nikogo nie ma- zapewniłam ją - musimy spróbować na raz, dwa trzy - pierwsze podejście nieudane, miałyśmy bardzo zesztywniałe nogi lecz jak już mówiłam sznury były za grube.
- Spróbuj ściągnąć sznur z rąk - zachęciłam i sama zaczęłam wykonywać czynność. Po parunastu minutach miałam już oswobodzone ręce. Pomogłam też ściągnąć sznur z rąk Sam i zabrałyśmy się do ściągania z nóg lecz tam wystarczyło tylko poruszać chwilkę nogami i już było gotowe. Nogi miałyśmy jak ze skały i były okropnie ciężkie. Po paru minutach odzyskałyśmy częściowo czucie lecz teraz miałyśmy te uczucie jakby nam mrówki chodziły po nogach. Nie nawidze. 
- Dasz radę iść? - spytałam się Sam. 
- Ehe, raczej tak - odpowiedziała ze smutkiem. 
- Oj nie martw uwolnimy się. - uśmiechnęłam się, lub chociaż miałam zamiar się uśmiechnąć lecz nie wiem czy wyszło. Napisałam sms do Lou " Lou udało się, właśnie wychodzimy z piwnicy!". Byłam w tej chwili taka zachwycona, że zapomniałam o Sam która ledwo szła. W tej samej chwili doszłam do niej i pomogłam iść. 
- Dziękuję -  wysapała. Gdy wyszłyśmy i znajdowałyśmy się już na parterze szukałyśmy drzwi. Były otwarte. Wolno przekręciłam klamkę, usłyszałam chrzęst i je otworzyłam. Oblało nas światło słoneczne i przez chwilę nic nie widziałyśmy. Po drugiej stronie ulicy szła jakaś dziewczyna. 
- Ej czekaj! - zawołałam ją i ta się zatrzymała i patrzyła w naszą stronę. 
- Czekaj ja was znam! - krzyknęła i podbiegła szybko do nas. 
- Mogłabyś nam powiedzieć gdzie jesteśmy? - zapytałam. 
- Ja was znam, znam was! O Boże znam! - zaczęła piszczeć. 
- Proszę Cię powiedz nam gdzie jesteśmy! - lecz tamta była nieobecna bo jak zauważyłam kontem oka siedziała już na Facebooku i coś pisała a dokładniej : " Spotkałam właśnie Sarah i Samantę! No wiecie tą od One Direction! Podjar. <3 <3 <3 " i zaczęły się komentarze na co tej zrzedła mina. 
- Czekaj, coś tu nie gra - powiedziała. - Was porwano?! - krzyknęła. 
- Tak wiec powiesz wreszcie gdzie jesteśmy?! - krzyknęłam. 
- Ja, ja sama nie wiem trafiłam tutaj przez przypadek - no i fajnie. Chwyciłam za telefon lecz już nie miałam po co baterii starczy tylko na dwa kliknięcia. Ale przecież ta dziewczyna ma. 
- Pożyczysz mi telefon? - spytałam lecz nie czekałam na odpowiedź bo sama już go wzięłam. Dwa kliknięcia, dwa kliknięcia- takie słowa krążyły mi po głowie. Jest! Wbiłam szybko numer i już dzwoniłam do Lou. 
- Lou błagam pomóż! - krzyknęłam nie za głośno. 
- Sa?! Gdzie jesteście?! Jak by co to jesteś na głośno mówiącym i już namierza Cię policja! - również krzyknął. 
- Nie wiem nie ma tu domów jest pełno lasów. - odpowiedziałam. Usłyszałam tylko jak wymawiają jakieś nazwy lecz w tym samym momencie nadjeżdżał samochód ten sam którym mnie tu przywieziono. 
- Lou oni tu są! - krzyknęłam i zaczęłam uciekać razem z Sam i tą dziewczynką o długich kręconych włosach. Byłam cała zdyszana lecz Ci nie dawali za wygraną. Również biegli i jak mi się wydawało w ogóle nie byli zmęczeni. Pociągnęłam za rękę Sam lecz tamtej dziewczynki już nie zdążyłam ponieważ ją zastrzelono jakieś 90 m za nami. Nadal byłam połączona z Lou tak jak mi kazał.
- Lou my już nie możemy jesteśmy zmęczone błagam pomóż - powiedziałam sapiąc. 
- Dacie radę.  - to nie był głos ani Lou ani Harrego ani Zayna ani Nialla. Był to głos Li.
- Wieżę w to - teraz to był Niall. Boże jak ja to usłyszałam to dostałam takiego pędu, że Sam ledwo zdążyła nogami przebierać. I stało się najgorsze co mogło się stać. Samantę postrzelono w lewe ramię. 
- Ała! - krzyknęła lecz ja nadal nie przestawałam jej ciągnąć za sobą. - Sa ja już nie mogę! Proszę stój! Ała moje ramie! - jęczała. 
- Dasz radę już blisko zobacz tutaj jest z górki. - sapnęłam zdyszana i jeszcze mocniej chwyciłam ją za spoconą już rękę. - Błagam nie rób mi tego - załkałam. Po chwili zauważyłam, że u dołu góry coś miga dwa kolory- czerwony i niebieski. Policja. Momentalnie na mojej twarzy zagościł uśmiech i spojrzałam na również uśmiechniętą lecz mającą wciąż na twarzy grymas bólu. I stało się najgorsze co mogło się stać. Zostałam postrzelona w kostkę i się przewróciłam a ja pociągnęłam za sobą Sam i oby dwie leżałyśmy. Wreszcie Ci faceci co nas gonili złapali nas i przyłożyli nam pistolety do głów. Patrzyłam na stojącego dalej policjanta błagalnym wzrokiem lecz to nic nie dało.  Nagle usłyszałam donośny dźwięk naciskanego spustu. 

------------------------------------------------------------
Und? Wie es Ihnen gefällt?
Hahaa, uczyć sie niemieckiego! :D 
Wiem rozdział kiepski oraz przepraszam, że dodaję dopiero teraz lecz panna Natalia T. ciągle się mnie pytała na Ask'u i w ogóle nie miałam głowy do pisania! 
+ Pamiętajcie o tym, że możecie zareklamować u mnie swojego bloga! Przypominam jeszcze raz jak np:
" Ten rozdział był beznadziejny. (przykład)
+ http://moja-przygoda-z-onedirection.blogspot.com/. " 
Myślę, że wiecie mniej więcej o co mi chodzi :P 

+ Możecie zadawać mi pytania na moim Ask'u http://ask.fm/czerepina :D 

+Przepraszam, że nie przedstawiłam wam postaci Maćka: 
Jest o rok starszy od Sa (czyli ma 19 lat) wzrost 178 cm. Zabawny, lecz były chłopak Sa ( dowiecie sie później dlaczego były ). Ma piękne zielone oczy i jak widzicie na zdj jasną karnację.